Darmowe liczniki

Najciekawsze wyprawy:

Rumunia 2011
Rumunia 2011


Bieszczady 2010
Bieszczady 2010


Słowacja 2008
Słowacja 2008


Pieniny 2008
Pieniny 2008


Beskid Niski 2008
Beskid Niski 2008




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy maciek320bike.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

od 150km do 200km

Dystans całkowity:3146.88 km (w terenie 62.00 km; 1.97%)
Czas w ruchu:151:24
Średnia prędkość:20.79 km/h
Maksymalna prędkość:78.21 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:165.63 km i 7h 58m
Więcej statystyk

IX. Krakow-Gorlice

Sobota, 18 lipca 2009 | dodano: 18.07.2009 | Komentarze(0)
158.06 km 4.00 km teren
08:10 h 19.35 km/h
MaxV: 69.49 km/h
Temp.: 35.0 *C
Rower: Salamandra



VIII. Czestochowa-Krakow

Piątek, 17 lipca 2009 | dodano: 18.07.2009 | Komentarze(0)
151.35 km 2.00 km teren
07:05 h 21.37 km/h
MaxV: 60.81 km/h
Temp.: 35.0 *C
Rower: Salamandra

Wreszcie porzadnie sie wyspalem na normalnym lozku. Rano powolutku sie pozbieralem, pojechalem na Jasna Gore, a potem na deptak gdzie zrobielm sobie sniadanko. O 11 pojedzony wyruszylem w trase. Na poczatek krajowa jedynka do Kozichglow. Za Kozimiglowkami spotkalem 2 kolarzy. Jednemu bardzo sie spieszylo, wiec pojechal ostro do przodu, drugi jechal w miare spokojnie (26/27 km/h), wiec pomykalem za nim. Jednak gdy zaczal sie delikatny podjazd, gosc zaczal zwalniac twierdzac, ze pod gorke ciezko, a ze dla mnie to prawie plaska droga to go pozegnalem i pognalem samotnie. Od Myszkowa do Ogrodzienca jechalo sie ciezko, caly czas w sloncu. W Ogrodziencu postanowilem pojechac na Zamek. Tam chwilka przerwy i na Olkusz i do Krakowa. Mialem jechac od razu do Gorlic (w nocy chlodniej), ale zatrzymalem sie na chwile u znajomych i juz mnie nie wypuscili, a szkoda bo spokonnie bym sobie doejchal na rano do domu.



Szalenstwo

Poniedziałek, 6 lipca 2009 | dodano: 07.07.2009 | Komentarze(0)
155.39 km 6.00 km teren
07:31 h 20.67 km/h
MaxV: 73.13 km/h
Temp.: 25.0 *C
Rower: Salamandra

Kilometry z dwoch dni:

I niedziela: Z Domi i Aniasz do Sitnicy. Mielismy wracac do Gorlic, ale burza z rozowymi chmurami nie pozwolila.

Dst.: 17km

II poniedzialek: Z Domi i Aniasz do Gorlic, nastepnie do Bardejova, gdzie dolacza do nas Dudek i z powrotem do Gorlic.
Rano pobudka jak zwykle zgodnie z planem, tzn. godzine pozniej, ale za to w Bardejovie tak jak bylo ustalane, czyli o 14. Powrot spokojny, z Magury pojechalem sobie nartostrada (z sakwami), a od Magury odplynalem - na liczniku ponad 35km/h, a w glowie milion mysli na sekunde. W Gorlicach spotkalem jeszcze Anne i odprowadzielm do domu.

Dst.: ok. 138km

Pozdro dla dziewczyn i dla Dudka


Do domu

Sobota, 30 maja 2009 | dodano: 30.05.2009 | Komentarze(2)
150.45 km 0.00 km teren
07:36 h 19.80 km/h
MaxV: 65.67 km/h
Temp.: 15.0 *C
Rower: Salamandra

Start o 10 z Krakowa. Mial ze mna jechac poznany wczoraj Grzesiek, ale pogoda chyba go zniechecila. Na poczatek bocznymi drogami: Sledziejowice itd. Na glowna wyjechalem w okolicach Klaju. Do Bochni sypalem droga nr4 - najpierw auta wyprzedzaly mnie, a potam ja wyprzedzalem korek przez jakies 4km. W Bochni skrecilem na Nowy Wisnicz. Kilka ostrych podjazdo kilka zjazdow. Przed Muchowka zjazd na boczna i super stromym zjazdem do Lipnicy murowanej i na Jurkow. W Jurkowie postoj na pierogi ruskie. Nastepnie na Sacz. W Tropiu krotki postoj na tamie. W Łososinie Dolnej padlo prawe kolano:). Odpoczlem chwile ogladajac start szybowca i jazda pod gore. Nastepnie zjazd do Tegoborzy i do Sacza. Tam SMS od Tomnka ze jedzie po mnie z Patrykiem, i SMS od Domi zebym byl na 19 w Gorlicach. Dopadl mnie kryzys, ale po tych SMSach musialem przycisnac. Na Cienawe bylo ciezko, ale i tak wjechalem szybko. Po zjezdie z Ptaszkowej spotkalem chlopakow. Chwila rozmowy i jazda. Jak zwykle Dudek przywiozl sile. Dosc szybko dotarlismy do Szymbarku, gdzie spotkalismy Bartka. W 4 do Gorlic, chlopaki popisywali sie strasznie (wyprzedali samochody itd.) - niestety moj stan zdrowia na to nie pozwolil - gardlo. Jakosdotoczylem sie do domu. Niestety nikogo nie bylo, a w czasie mojej nieobecnosci wymienili drzwi i zamki. Wiec przebralem sie w ciuchy ktore mialem i do Dudka na wieczor filmowy - na piechote:):).

Mozna przycisnac © maciek146

Przed Bochnia - normalka - koreczek © maciek146

Nowy Wisnicz © maciek146

Podjazd za Lipnica Murowana © maciek146

Lotnisko w Łososinie Dolnej © maciek146


PODSUMOWANIE
Wszystkie km: 669,55 km
Czas wyjazdu: 5dni
Czas jazdy: 30h 41m
Srednia predkosc: 21,82 km/h

Nie jest zle:)


3 dzien pielgrzymki

Czwartek, 28 maja 2009 | dodano: 30.05.2009 | Komentarze(0)
150.96 km 1.00 km teren
06:28 h 23.34 km/h
MaxV: 59.16 km/h
Temp.: 15.0 *C
Rower: Salamandra

Zgodnie z wczorajszym planem do Krakowa. Na drodze nic ciekawego, zgubilem sie w Zawierciu i chyba tyle. W Krakowie caly czas predkosc powyzej 40km/h, oczywiscie glownymi drogami:).

Powrot do woj. malopolskiego © maciek146

Piekny asfalcik i mozna sypac © maciek146

Krakau - po raz pierwzy na dwoch kolkach © maciek146

W takim dloku mieszkalem na 10 pietrze:):) - widok na caly Krakow © maciek146


Krotka niedzielna wycieczka

Niedziela, 10 maja 2009 | dodano: 10.05.2009 | Komentarze(4)
160.11 km 10.00 km teren
07:38 h 20.98 km/h
MaxV: 69.00 km/h
Temp.: 20.0 *C
Rower: Salamandra

Z Gorlic mielismy jechac z Kinga busem do Sacza o 9, niesety bus byl maly i rowery sie nie zmiescily. No tp z buta. O 11 spotykamy sie w Saczu z Darkiem i razem sypiemy do Starego Sacza. Tam zbieramy Pawla (mojego kumpla z podstawowki) i w czworke smigamy na Golkowice i Przehybe. Chlopaki smigaja przodem, a ja z Kinga wjezdzam spokojnie na gore. Tam chwila postoju i jazda na Radziejowa. Po ok. 2 km terenu, zawracamy, bo ida straszne chmury. Wracamy sie tylko do niebiekiego szlaku, ktorym zjezdamay do Rytra. Super zjazd, duzo kamieni, korzeni itd 9max V w terenie 43km/h:)). 2 razy zaliczam niegrozne OTB. Pod koniec zaczyna padac i robi sie strasznie slisko, ale wszystkim udaje sie bezpiecznie zjechac. Z Rytra sypiemy do Sacza (GraLo ciagna nas ponad 30km/h, w porywach do 40:)). Na rondzie chlopaki jada obwodnica (w strone ciemnych chmur), a ja z Kinga na drugi koniec Sacza. Po drodze chowamy sie pod wiata, bo przychodzi burza. Bierzemy mala kapiel (woda lala sie z wiaty, wiec skorzystalismy), i po najgorszym deszczu ruszamy dalej. Na stacji przy Lwowskiej spotykamy sie z Dudkiem i Bartkiem, ktorzy wyjechali po nas z Gorlic. Znowu w czworke ruszamy do Gorlic. Tempo utrzymujemy dosc szybkie, pod koniec dzielimy sie na 2 grupy i wjezdzamy do Gorlic z predkoscia ponad 30km/h:). Odwozimy Kinge, potem ona nas i wreszcie wracamy do domu.

Zajebiscie bylo - trzeba powtorzyc
Na tamte dalekie gorki jedziemy © maciek146

Kinia na podjezdzie © maciek146

Slawna Kinga © maciek146

Nawet ma krzeslo na podjezdzie © maciek146

No i musiala wejsc, i sobie siedzi na swoim krzesle © maciek146

Taterki © maciek146

Pawel, Kinga, Darek and ja - Przehyba © maciek146

Darek na zjezdie na niebieskim szlaku © maciek146

Pawel na zjezdzie © maciek146

Widoczek na Sacz i nie tylko © maciek146

Tam mielsimy byc - Radziejowa © maciek146

Grymas zadowolenia na twarzy Kingi - pod wiata, w czasie burzy:) © maciek146


Ja chce jeszcze raz


Poromby w akcji17

Wtorek, 14 kwietnia 2009 | dodano: 14.04.2009 | Komentarze(0)
174.06 km 3.00 km teren
07:40 h 22.70 km/h
MaxV: 68.00 km/h
Temp.: 20.0 *C
Rower: Salamandra

Hmm, a wiec wieczorem 13 kwietnia byly 3 plany.
1. Moj - w miare krotka trasa na Magure i po okolicznych gorkach.
2. Moj i Tomka - do Krynicy przez Slowacje.
3. Kingi - do Limanowej.

Z racji ze Tomek zrezygnowal z Krynicy na rzecz Limanowej ja mialem samotnie jechac na Magure. Jednak o godz. 23 zdecydowalem sie na wspolny wyjazd z Kinga i Tomkiem do Limanowej. Po 23 wymienialem jeszcze przednia opone na semi slicka:):).

Start o 5.45 spod Statoila. Razem z Tomkiem pojechalismy po Kinge, ktora jak zawsze sie spoznila:). Trasa wymyslona przez Kinge, kilka stromych i meczacych podjazdow, niebezpiecnych zjazdow itd. Za Lipnica-Murowana zrobilismy postoj "na" Kamieniach Brodzinskiego. Nastepnie jeden zjazd, drugi, ciezki podjazd i super zabojczy zjazd. Na poczatku Tomek szalal 2cm za zderzakiem Passata, a potem ja wyszedelm z prawego zakretu przy lewym poboczu. Ogolnie niesamowita zabawa:). Pozniej w miare plaska droga dotarlismy do celu naszej wycieczki.. Pierwsze 100km (czyli do Limanowej) bylo swietne, srednia ok. 25km/h, czulem sie b.dobrze, kazdy podjazd bezproblemowo. W Limanowej zaczely sie klopoty z moim przeciazonym sciegnem, ale dluzszy postoj i BOMBA kaloryczna postawily mnie na nogi. Z Limanowej rozpoczelismy dlugi podjazd na Wysokie. Jechalo sie duzo gorzej bo byl wmordewind. Z Wysokich (czy jak to sie tam odmienia) zjazd do N. Sacza. Piekne serpentyny, w miare dobry asfalt, niestety z powodu wiatru predkosc w granicach 50km/h - przy ciaglym kreceniu korba. W Saczu postoj w Bikershopie, w ktorym nic niekupilismy, bo bylo strasznie drogo. Potem do Kuguara, jeszcze drozej. Na miescie straszne korki, swiatla powylaczane (tylko zolte sobie mruga). Na szczescie jak jezdzilem eLka poznalem na tyle Sacz ze ajkos wyjechalismy:):). Ogolnie to mielismy sie spotkac w Limanowej z GraLo, ale za pozno napislaem i byl z Karla76 w Limanowej jak my dojezdzalismy do Sacza (bo jakismis skrotami jechali. Wracajac do naszej trojki, rozpoczelismy powrot do Gorlic. Kinga z Tomkiem mieli chyba jakas zapasowa sile, bo gnali daleko przede mna, a ja sie powolutku wloklem, ale jakos dojechalem.
Trasa: Gorlice-Kwiatonowice-Turza-Ciezkowice-Gromnik-Zakliczyn-Jurkow-Muchowka-Limanowa-N.Sacz-Gorlice.
Podsumowujac wyjazd genialny poza tym, ze co jakis czas odzywalo sie sciegno i na koncowym odcinku calkiem opadlem z sil.

Fotki:
Dudek, z daleko wyglada jak PRO:) © maciek146

Z bliska juz mniej:) © maciek146

Kinga - najsilniejsza uczestniczka wyjazdu:) © maciek146

Hmm mily zjazdzik © maciek146

A potem musze ich gonic:) © maciek146

Palmy w Lipnicy Murowanej © maciek146

Im to juz palma odbila:) mi z reszta tez (jedna z najwyzszych ponad 20m) © maciek146

Prawie jak w tej piosence - uuaahaa rowery......trzy - Kross, Kelly's i Scott © maciek146

Odpoczynek na skalkach, na ktore oczywiscie probowalismy sie wspinac (w SPD):):) © maciek146

Wiecej zdjec bedzie jak tylko spotkam sie z Dudkiem


DZIEN PIERWSZY Nic

Niedziela, 24 sierpnia 2008 | dodano: 28.08.2008 | Komentarze(2)
172.21 km 6.00 km teren
09:35 h 17.97 km/h
MaxV: 0.00 km/h
Temp.: *C
Rower:

DZIEN PIERWSZY

Nic nie poszlo zgodnie z planem, bo poszlo duzo lepiej:):). Pierwszy dzien wyprawy na Slowacje - Slowacki Raj - rozpoczal sie nie ciekawie. Pobudka o 4 rano, za oknem ciemno, mokro i zimno. Spakowalem sie do konca i po 5 pojechalem na Grosar - miejsce spotkania. Po drodze spotkalem Tomka, ktory stwierdzil ze wygladam jak pociag - lampka, czolowka i peleryna przeciwdeszczowa. On natomiast bawil sie w Batmana w bialej pelerynie:):):):). Na Grosarze czekaly juz Aniasz i Domi (Anna O. dojechala po kilku minutach). Wspolna fotka przed wyjazdem i po chwili start. Wszyscy poubierani w peleryny, bo straszliwie lalo - po kilku km i tak bylismy mokrzy. A wiec: z Gorlic pojechalismy do Ropy, a stamtad do Wawrzki - wydawalo sie ze dlugim podjazdem:). Na gorze krotki postoj i zabojczy zjazd (mokry asfalt, deszcz bije po twarzy, a my sypiemy ponad 5 dych:)). Nastepnie przez Florynke, Brunary, Snietnice i Banice do Izb. Tam przesiadka z asfaltu na rozwalone betony i ponad 5km telepania. Po wjechaniu na asfalt wszyscy odbywali wstrzasy wtorne:D:D:D. Takim to sposobem dojechalismy do Tylicza, gdzie poszlismy na msze - zostawiajac rowery przy skrzynce na ofiary:D. Po ciekawie odprawionej mszy (niektorzy z ekipy zapominali sie ze smiechu) pojechalismy dalej, pogoda sie poprawila i jechalo sie duzo lepiej. Przez Muszyne, wzdluz Popradu, po kilku fajnych podjazdach i zjazdach dotarlismy do granicy polsko-slowackiej w Leluchowie. Potem bylo juz tylko lepiej. Wzdluz Popradu przez Stara Lubovnie, Podolinec, Spisska Bele, Kezmarok do Vrbova (po drodze zatrzymalismy sie z Tomkiem na srodku ronda i kierowalismy ruchem:D:D). Kilka metrow przed Vrbovem, na kupie slomy, urzadzilismy piknik - wcinalismy: mieszanke orzechowa, musli, przydrozne jablka i wiele wiele innych, smakowitych rzeczy:D. Gdy zaczelo sie robic ciemno, ubralismy sie i ruszylismy dalej. W poczatkowych planach mielimy nocowac we Vrbovie, ale tak sie nie stalo. Minelismy to niewielkie miasteczko i pomknelismy na pole namiotowe Podlesok w Hrabusicach (oddalone o ok. 15km). Gdy dotarlismy na pole bylo juz ciemno. Szybko zalatwilismy miejsce na polu dla nas i schronienie dla naszych rowerow. Po rozlozeniu namiotu, stwierdzilismy z Tomkiem, ze 162km to za malo. Odpielismy sakwy i jedziemy (nieoswietlona droga, bez wyznaczonych pasow ruchu, ale my twardo sypiemy ponad 40:)). W centrum Hrabusic prawie rozjechal nas tir, potem jechalismy ponad 50 po ciemnej, kretej drodze, az na liczniku pojawilo sie 170:). Po powrocie na pole namiotowe spakowalismy rowery do jakiegos magazynu, troche sie oplukalismy i do spiworow. Jak zwykle przesmialismy pol nocy i grubo po 24 wszyscy posneli:).
Tak zakonczyl sie dzien cudownej, zarabistej, niesamowitej wyprawy do naszych poludniowych sasiadow.

Kolejne opisy beda uzupelniane, w miare jak najszybciej.

Fotorelacja:
Cala ekipa na Grosarze - od prawej: Anna, Domi, Aniasz, Tomek i ja

Batman na podjezdzie

Domi na szczycie betonowego podjazdu

Cala dziesiatka:)

Poprad - rzeka

Widoczek - chmurki tylko straszyly - Slowacja/Vrbov

Tatry Slowackie - Slowacja /Vrbov



Pulsometr:
avg=121
max=185
hi=0:02
in=3:29
lo=4:27

Dzienny rekord odleglosci pobity w super towarzystwie i z pelnymi sakwami:):)
Pozdro super ekipo:* ja chce jeszcze:):)

#lat=49.30975&lng=20.77589&zoom=8&type=2


REKORD
Nareszcie udalo mi

Niedziela, 13 lipca 2008 | dodano: 13.07.2008 | Komentarze(5)
165.63 km 15.00 km teren
09:15 h 17.91 km/h
MaxV: 0.00 km/h
Temp.: *C
Rower:

REKORD
Nareszcie udalo mi sie zrobic ponad 150km i w dodatku nie jechalem sam:):). Pomysl narodzil sie w nocy z piatku na sobote - Krynica Zdroj. Sklad: organizator, czyli ja:); Domi i Ania (na koncu dolaczyla Kinia). Pobudka: 4:00, kanapeczki na droge, pare najpotrzebniejszych rzeczy, troche kasy i odjazd. Najpierw do Kwiatonowic po Domi (w Gorlicach potracilem kota przy 40km/h, nic mu sie nie stalo), pozniej powrot do Gorlic po Anie i jedziemy.
Droga nr 28 dojechalismy do Ropy, stamtad przez Klimkowke, Uscie Gorlickie do Hanczowej. W tej "cudownej" wsi zrobilismy pierwszy dluzszy postoj na sniadanko (na przystanku:):)). Dalsza czesc podrozy biegla czerwonym szlakiem pieszym (teren). Oczywiscie nie obylo sie bez przygod: szukanie geocache'a przy kazdym moscie, zarabista gleba w moim wykonaniu oczywiscie:):) (wywrotki przytrafiaja sie tylko najlepszym:)). Po odkreceniu noskow i przemyciu rozwalonego po raz drugi lokcia (woda z sokiem wisniowym) pojechalismy dalej tzn. do "glownej" drogi i do Izb. Z Izb do Mochnaczki Niznej, po betonach, przez niezla gorke. Po przejechaniu tej "rowniotkiej" drogi, my i nasze rowery, bylismy kompletnie roztelepani:):). Nastepnie nowiutkim asfaltem do Tylicza i do Krynicy (swietny zjazd serpentynami). W Krynicy obowiazkowo na deptak i do pijalni. Dziewczyny kupily 3 rodzaje wod: Kryniczanke, jakas Zubrowke czy cos i jeszcze jedna, ale nie pamietam nazwy. Kryniczanka spoko, ale pozostale dwie nie najlepsze (jednak z braku wody w organizmie wypilem bez gadania:):)) Z racji, ze byla godzina 13, stwierdzilismy, ze przydalby sie jakis obiadek. Jako organizator zarzadzielm przerwe do godz. 14, na posilek=> odpoczynek. Kilka minut przed 14 ruszylismy srednim tempem w strone Krzyzowki. Na gore wjechalismy bez najmniejszych problemow (ja nawet 2 razy). Na szczycie odbilismy na Grybow i zaczal sie kilkukilometrowy zjazd w dol, do Berestu (swietne serpentyny). Od Berestu do Grybowa utrzymywalismy wysokie tempo spowodowane delikatnym nachyleniem terenu. Z Grybowa do Stroz, postoj na lody, nastepnie przez Polna, Szalowa i Luzna do Moszczenicy. Tam spotkalismy Kinge, ktora postanowila towarzyszyc nam w dalszej, koncowej juz czesci podrozy. Na rondzie w Moszczenicy opuscila na Ania, a my (ja, Domi i Kinga) pojechalismy do Kwiatonowic, gdzie opuscial nas Domi. Potem juz tylko zjazd do Kleczan i do Gorlic. Powrot po godz. 19. Dziewczyny spisaly sie swietnie (dotychczas jezdzily ponizej 100km).

Fotorelacja:
Wschod slonca z Kwiatonowic



Czarny szlak rowerowy - podjazd na przelecz
Domi

Ania

To juz tradycja - pasnik


Cerkiew w Izbach

Betonowy podjazd od dolu

od gory

Nareszcie szczyt

Juz prawie szczyt

Autoportret

Jaworzyna Krynicka

Dalej zdjec nie ma, bo fotografowi (mi) poprostu sie nie chcialo:):)


Dzieki dziewczyny za towarzyszenie mi i gratuluje pierwszej w waszej karierze trasy przekraczajacej 100km. Pozdro:*







button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

Zaopatrzenie:






Moje rowery


Archiwum